"To mój kraj i to politycy są na naszych usługach" [Wywiad z Hukosem]

"Raz na parę lat oddaj na nas głos, wtedy jesteśmy dla ciebie mili i dobrzy, ale tak generalnie to won do roboty, bo ludzie dla nich to tylko bezimienne stado niewolników urodzonych tylko po to, by na nich pracować. Od siebie mogę im powiedzieć „a takiego wała” #Władysław Kozakiewicz. To mój kraj i to politycy są na naszych usługach, bo pełnią właśnie funkcję usługową wobec obywateli." - Zapraszam do lektury wywiadu z raperem Hukosem.

W swoich utworach nigdy nie unikałeś tematów społeczno-politycznych. Jeden z nich „Panie Prezydencie” (personifikujący w osobie prezydenta problemy i brak perspektyw, z którymi borykają się młodzi ludzie w Polsce) spotkał się z „zainteresowaniem” Ryszarda Nowaka z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą. Twoje koncerty zaczęły być blokowane, co doprowadziło do ograniczenia Twojej wolności wypowiedzi i uniemożliwiło wykonywanie pracy. Czy nagrałbyś ten kawałek wiedząc co Cię później spotka?



Tak nagrałbym go po raz drugi, trzeci i dziesiąty jakby trzeba było. Po pierwsze trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa. Po drugie nagrałem go dlatego, że to co w nim zawarłem, to były moje prawdziwe odczucia i miałem chęć wyrzucenia ich z siebie. Więc, gdybym liczył tylko na pozytywny odzew, oznaczałoby to, że jestem zwykłym populistą nastawionym na tani poklask i zdobycie popularności poprzez schlebianie ludziom i mówienie im dokładnie tego co chcą usłyszeć. Tego co jest łatwe, wygodne i w najlepiej neutralne światopoglądowo, żeby nikogo przypadkiem nie obrazić. Roli Pana Nowaka też bym tu nie przeceniał, bo zagrałem w życiu pewnie już grubo ponad 200 koncertów, a odwołane miałem raptem dwa. Gorsza była chyba paranoja jaka w pewnym momencie zapanowała wokół mnie, czyli policjanci potajemnie zbierający informacje od sąsiadów na mój temat, czy założony mi podsłuch na telefon. Ale jak zarymowałem w innym tekście „Gdy władza jest słaba obywateli się obawia”.

Dwa lata temu w utworze „Okno Z Widokiem Na Polskę” narysowałeś słowami obraz Polski widzianej Twoimi oczami. Jest to Polska rozwarstwiona klasowo, która w pogoni za konsumpcyjnym trybem życia doprowadza do rozpadu rodziny. Jak jest dziś?

Na temat tego jak jest dziś tak naprawdę można by zrobić jakieś szeroko zakrojone badania społeczne. To tylko rap, więc jeden utwór siłą rzeczy nie wyczerpie tematu, co najwyżej może go naświetlić i próbować pokazać jakiś mały skrawek rzeczywistości. Prywatnie na co dzień staram się być jednak optymistą i dostrzegać głównie pozytywne aspekty, a te negatywne jak najszybciej zapominać. Nie chcę udawać kaznodziei, który zna odpowiedź na wszystkie pytania, więc mówię głównie o swoich doświadczeniach, lub ludzi wokół mnie. Pochodzimy z takiego dziwnego pokolenia urodzonego i wychowanego na styku różnych światów. Z jednej strony jesteśmy ostatnimi „born in PRL”. Z drugiej strony nasze dzieciństwo przypadło na lata żarłocznego rodzącego się kapitalizmu spod znaku biznesmanów w białych skarpetkach do garnituru, którzy pierwszy milion albo ukradli, albo uciułali go na rozkładanych łózkach polowych handlując dobrem wszelakim importowanym z mitycznego „zachodu”. Teraz natomiast doświadczamy ery rozpasanego konsumpcjonizmu rodem z głupawych amerykańskich seriali. Ale to ciekawe obserwować te wszystkie zmiany pokoleniowe. Jest przynajmniej o czym pisać, problemem byłoby być raperem w statecznej, uporządkowanej i do bólu przewidywalnej Szwajcarii.



Twoi koledzy z branży w swoich utworach coraz częściej jednoznacznie określają się światopoglądowo. W większości nie jest to jednak pozytywny przekaz, tylko niepotrzebne podgrzewanie rosnącej polaryzacji i napięć wśród młodych ludzi. Nie sądzisz, że robią ogromną krzywdę sobie i młodym, chłonnym umysłom?

Uważam, że jakiekolwiek dzielenie nas Polaków to bardzo zła rzecz. To wręcz wyraz działania na szkodę Polski, bo każdy naród podzielony jest narodem słabym. Tylko zdrajcom i sprzedawczykom od zawsze na tym zależało. Nie mam złudzeń, że nagle wszyscy będą mówili jednym głosem, to byłoby wręcz chore. Zróżnicowanie światopoglądowe jest potrzebne, należy się spierać i rozmawiać, ale tak, by to był dialog, z którego coś ma finalnie wynikać dobrego dla ogółu ludzi, a nie stwarzać paranoję jakiejś wojny, osaczenia i wzajemnej nieufności. Polacy zbyt dużo przeszli w swej historii, zbyt wielu, zbyt często chciało nas ze sobą skłócić działając na szkodę naszego kraju, by w obecnych czasach nadal to robić. Silna rodzina to taka, w której nie każdy myśli identycznie, ale nawzajem potrafią się słuchać i szanować.

Zgadzam się częściowo z teorią, że polityka w Polsce skończyła się „po 10 kwietnia”. Nie trzeba być bacznym obserwatorem, żeby zauważyć, że wśród wielu komentatorów, dziennikarzy, polityków czy osób publicznych pokutuje przekonanie o tym, że musisz postawić się po którejś ze stron. Ty jednak postanowiłeś nie ulegać tej chorobie. Napisałeś kiedyś: „jak wielu debili chce ze mnie na siłę zrobić lewaka? Już pomijam fakt, że teraz określenie lewak nie ma nic wspólnego z wyznawanymi poglądami, a jest po prostu wygodnym epitetem na każdego wroga”. Niemodny głos rozsądku, bo dziś modne jest szaleństwo. Myślisz, że jest szansa „być po środku”, czy można ganić i chwalić każdą ze stron?

Kategoryczne opowiadanie się po jednej ze stron jest przede wszystkim dla wielu wygodne, gdyż zwalnia z samodzielnego myślenia i analizy. Wystarczy bezrefleksyjnie powtarzać odgórnie narzucone slogany. Staram się nie ulegać emocjom i racjonalnie patrzeć na różne kwestie. Generalnie może to egoistyczne myślenie, ale z wiekiem nauczyłem się, że trzeba „dbać o własny tyłek”, więc zależy mi głównie na tym, by mi i mojej rodzinie żyło się dobrze. Nie chcę być dogmatykiem, który ślepo coś popiera, bądź neguje tylko ze względu na to, po której stronie jest. Nieważne czy to prawica, czy lewica, jeśli ktoś ma słuszne pomysły na realną poprawę życia ludzi to uznam to za dobre. Rozumiem jednak, że są różne wizje świata i w wielu aspektach nie da się wypracować sensownego kompromisu, lub też po prostu nie ma tylko jednego słusznego rozwiązania danej sprawy. Po to właśnie mamy demokrację, by można było konfrontować różne poglądy, a finalnie decyduje głos większości na zasadzie wyboru mniejszego zła. Ktoś może mi zarzucić, że poglądy umiarkowane, a nie radykalizujące w którąkolwiek ze stron, to tak naprawdę ich brak. Ja jednak wolę każdą kwestię oceniać indywidualnie i wyrabiać sobie na jej temat własne zdanie, a nie odgórnie dopasowywać je, by w tym konkretnym przypadku pasowało do ideologii. Co do modnego słowa „lewak”, to widziałem już osoby zdecydowanie identyfikujące się z prawicą, który były tak nazywane, bo dla kogoś były niewygodne, także to takie słowo wytrych, a nie opis jakiegoś konkretnego sposobu postrzegania świata.

Rok temu nagrałeś „Fakty I Mity”, w których punktujesz Palikota za podkupywanie młodych ludzi obietnicami związanymi z legalizacją marihuany. Jak sądzisz, czy dziś ci, którzy w ogromnym stopniu dali jego partii sukces w wyborach, zagłosowaliby na nią ponownie?

Nie mam pojęcia, trzeba by spytać o to wyborców Ruchu Palikota. Ja w każdym razie na niego nie głosowałem. Pan Palikot kiedyś deklarował się jako prawicowiec, więc nie wiem na ile autentyczna jest jego nagła przemiana. Wydaje mi się jednak, że wyczuł po prostu lukę na politycznym rynku i nagle dla własnych interesów postanowił w nią wejść. Rzucił w eter nośne hasło o legalizacji i młodzi to kupili. Zdążył się tylko wygłupić publicznie udając, że pali jointa. Typowe tanie zagranie pod publikę. Niepodważalny fakt jest taki, że póki co swoich obietnic wyborczych nie spełnił. Uważam, że w kwestii narkotyków dużo lepszym pomysłem byłaby oddolna inicjatywa obywatelska, sam z resztą swego czasu podpisałem taką petycje w tej sprawie, niż wynoszenie na piedestał kogoś, kto sam chyba nie wierzy w to co mówi, a chce tylko wykorzystać naiwność młodzieży do własnych celów. Tak samo było z akcją zdejmowania krzyży w urzędach i w sejmie. Już nawet pomijam fakt, że chrześcijaństwo jest częścią naszej tradycji i kultury. Jeśli nawet ktoś jest ateistą, co potrafię zrozumieć i uszanować, bo wiara to indywidualna kwestia każdego z nas i nikomu postronnemu nic do tego, to powinien też uszanować korzenie kraju w jakim się wychował i jego dziedzictwo. Jeśli natomiast ktoś nagle by chciał z Polski zrobić jakiś fundamentalistyczny, skrajnie ultrakatolicki kraj, gdzie prześladuje się innowierców czy ateistów, to również spotkałoby się to z moim ostrym sprzeciwem. Ale póki co krzyż to tylko pewien symbol i typowe szukanie problemu tam, gdzie go nie ma.



Co sądzisz o inicjatywie „Europa Plus” i powrocie do czynnej polityki Aleksandra Kwaśniewskiego? Bierzesz w ogóle pod uwagę głosowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Jest taka stare powiedzenie w boksie zawodowym dotyczące mistrzów najbardziej prestiżowej i medialnej kategorii, czyli wagi ciężkiej, mianowicie „They never come back”, czyli „oni nigdy nie wracają”. Kwaśniewski był właśnie w polityce takim mistrzem wagi ciężkiej. W ogóle zawsze uważałem to za okrutny żart historii, że naród po chwilowym upojeniu się wolnością i Solidarnością potem już w warunkach pełnej demokracji sam, bez przymusu ponownie wybrał komunistów. Nie chcę oceniać Pana Kwaśniewskiego jako prezydenta, ale w opinii większości zapisał się raczej pozytywnie...I na tym powinien poprzestać ograniczając się co najwyżej do roli komentatora bieżących wydarzeń. Jego czas po prostu minął i teraz może być tylko karykaturą samego siebie. Zresztą to się potwierdza. Jego kolejne wpadki alkoholowo-wizerunkowe, czyli nawroty słynnej „choroby filipińskiej” go ośmieszają. Miller też powrócił w fatalnym stylu, gdy połakomił się na miejsce na listach wyborczych Samoobrony. To właśnie pokazuje jak słaba jest dzisiejsza lewica. Pomimo że nie uważam się za przysłowiowego „lewaka”, to jednak widzę, że to źle dla Polski, że po tamtej stronie są w większości albo nieudacznicy, albo właśnie stare dziady, bo brak konkurencji i równowagi na scenie politycznej wzmaga samozadowolenie i pokusę nic nierobienia wśród innych opcji. Co do głosowania, to w ogóle czuję zniechęcenie do udziału w jakichkolwiek wyborach, bo raz, ze nie bardzo jest na kogo głosować, a dwa, że czuję się jak ich jakiś sługus. Raz na parę lat oddaj na nas głos, wtedy jesteśmy dla ciebie mili i dobrzy, ale tak generalnie to won do roboty, bo ludzie dla nich to tylko bezimienne stado niewolników urodzonych tylko po to, by na nich pracować. Od siebie mogę im powiedzieć „a takiego wała” #Władysław Kozakiewicz. To mój kraj i to politycy są na naszych usługach, bo pełnią właśnie funkcję usługową wobec obywateli.
Trwa ładowanie komentarzy...